piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 23

        Harry siedział w swoim wielkim ogrodzie, jego myśli krążyły po jego głowie z prędkością światła. Cały czas rozpamiętywał zeszły wieczór, kiedy stało się to, na co od niedawna tak bardzo czekał. Pocałował Ivy. I podobało mu się, nawet bardzo… Co tam! To była najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mu się w całym jego życiu. Bo wreszcie miał kogoś, przy kim czuł się dobrze i swobodnie, kogoś, kto nie spędzał z nim czasu tylko dlatego, że jego nazwisko widniało na szczycie listy najbogatszych Brytyjczyków. Znalazł szczęście, jedyne, najprawdziwsze, które już nigdy nie miało mu być odebrane, nie pozwoliłby na to!
  Dzisiaj się spotykali. Jednak tym razem nie był to jego dom, ale mieszkanie Johna. Ivy poprosiła go, czy wyjątkowo nie mogliby się tam umówić. Nie wiedział skąd ta nagła zmiana planów, ale szczerze nie interesowało go to. Najważniejsze, że mógł ją zobaczyć, porozmawiać o wszystkim a zarazem o niczym. To było najpiękniejsze.
 Podsumowując ostatnie kilka dni, wszystko się zmieniło. Ludzie, z którymi na początku lata miał najgorsze relacje, teraz stali się mu bliscy. Jego mama, potem Ivy… To w sumie dzięki niej. To ona nauczyła go, że chwilę są ulotne, że trzeba przebaczać i że warto zaryzykować. Kiedyś nie sądził, żeby jego relacje z matką mogłyby być tak dobre. Sądził, że nic już się nie zmieni. Nawet miał już plan opuszczenia Londynu po odbywającej się właśnie trasie. Ale teraz już nie musi. Bo wszystko jest okej i będzie okej. Wiedział to.
 Kiedy tylko wyszedł z ogrodu z zamiarem skierowania się do auta, jego mama go zatrzymała. Nie podobało mu się to, chciał się jak najszybciej znaleźć w domu Johna. Jednak musiał zachować się dojrzale, jak „nowy” Harry, którym przecież był.
  -Gdzie byłeś? Simon do ciebie dzwonił, prosił, żebyś jak najszybciej do niego oddzwonił. – powiedziała Anne i podała mu jego telefon do ręki.
Cóż, najwidoczniej nie miał wyboru. Wybrał numer Cowella i wsłuchiwał się w piosenkę lecącą podczas oczekiwanie na połączenie.
  -Ktoś tu jest chyba sekretnym Belieberem. – Harry uśmiechnął się słysząc Beauty and a Beat jako piosenkę lecącą w oczekiwaniu na połączenie.
Kilka sekund później odezwał się męski głos.
  -Halo?
  -No cześć wujaszku, nie wiedziałem że lubisz Biebsa. Załatwić ci autograf? – zapytał Styles śmiejąc się.
  -Nie mam nastroju na żarty, ty też nie powinieneś mieć. – warknął Simon.
Harry uniósł jedną brew. Cóż, ton Cowella nie zwiastował niczego dobrego, więc postanowił, że będzie udawał niewiniątko, nie wiedzące o co chodzi. Chociaż w gruncie rzeczy nie musiał udawać, naprawdę nie zdawał sobie sprawy co znowu mógł zrobić i do czego Simon mógł się przyczepić.
  -O co chodzi? – zapytał szatyn przygryzając dolną wargę.
  -Harry, błagam, nie udawaj głupiego. Nie mam czasu ani chęci, żeby bawić się w te podchody.
Zaczynało go już to irytować. Simon miał to do siebie, że jak już się uparł, to trzymał się tego. Żadna inna wersja go nie interesowała, tym razem nie było inaczej. Jednak chłopak nie chciał po raz kolejny ulegać, za dużo razy to robił.
  -Uwierz, ja też. – warknął Styles. – więc z łaski swojej mógłbyś mi powiedzieć, o co ci chodzi i zamkniemy temat, przez co i ty i ja będziemy szczęśliwsi.
Kiedy to powiedział, Cowell głośno westchnął. Tak, jakby chciał wyrazić swoją dezaprobatę.
  -Okej, a więc słuchaj uważnie bo nie będę dwa razy powtarzał. Wiem, że byłeś wczoraj z tą swoją dziewczyną, Allie…
  -Ivy. – poprawił go Harry.
  -Nie ważne. – odburknął Simon, na co Styles przewrócił oczami. – w każdym razie byłeś z kimś, z kim nie powinieneś być. W ogóle nie powinieneś wychodzić na dwór, przecież wiesz, jaką wersje znają media. A przez ciebie wszystko się komplikuje. Kiedy ktoś mnie pyta co z tobą, nie wiem, co powiedzieć, bo jesteś na tyle uparty, że nie chcesz trzymać się oficjalnej wersji. Więc może zastanów się nad sobą i przede wszystkim odkręć to, co teraz krąży po internecie, bo inaczej tego pożałujesz.
Kiedy mężczyzna skończył swój monolog w Harrym aż się zagotowało. Czy Simona już do reszty popierdoliło?! Gdzie ten pomocny wujek, jak to zwykli go nazywać? Teraz stał się łakomy na pieniądze, które miał dzięki nim. A kiedy coś poszło nie tak? Zamiast spróbować załatwić to na spokojnie, wszystko zaczynało się kłótnią. Styles miał już tego dosyć.
  -Zabawny jesteś, naprawdę. Myślałem, że odpowiadasz tylko za to jakie i kiedy wydajemy nowe płyty. W umowie nie było nic na temat kontrolowania naszego życia, więc może zacznij się do niej podporządkowywać. Taka mała rada na przyszłość. I nawiązując do twoich poprzednich słów to nie możesz zakazać mi wychodzić z domu. To jest przesada, Simon. Pamiętaj, że kontrakt wygasa za dwa miesiące i ja nie mam obowiązku go przedłużać. – Harry rozłączył się.
Sam nie wiedział, dlaczego to wszystko powiedział, ale po prostu musiał to wszystko wyrzucić z siebie. Za długo to trzymał w ukryciu. Już od dawna zbierał się, żeby powiedzieć Simonowi wszystko to, co o nim myśli. A teraz kiedy Cowell wspomniał o Ivy i o tym, że nie powinien się z nią spotykać to było przegięcie. W ogóle go nie interesowały konsekwencje z tego, co powiedział. Stało się. I co najlepsze, nie żałował, ani trochę.

                             *
Ivy była świadoma, że musi powiedzieć Harry’emu, ale po prostu nie mogła się na to zdobyć. To było za trudne. Wiedziała, że odejdzie, kiedy się o tym dowie. Pewnie ona zrobiłaby tak samo, gdyby była na jego miejscu. A kiedy on odejdzie, jakaś cząstka jej odejdzie razem z nim. Jednak lepiej, żeby znał prawdę. Nie chciała go okłamywać. Zdecydowała, że dzisiaj mu powie. Niech się dzieje, co chce. Miała nadzieję, że będzie dobrze, ale jak to mówią nadzieja matką głupich.
Kiedy czarny Range Rover podjechał pod jej dom, uśmiechnęła się delikatnie. Zawsze tak reagowała na jego widok. To była naturalna reakcja. Kiedy wszedł do środka, rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła. Chwilę później ich usta złączyły się w delikatnym pocałunku. Momentalnie w brzuchu Ivy pojawiło się stado motyli i poczuła, że jest właśnie w tym miejscu i przy tej osobie, przy której powinna być. Jednak jej radość musiała się trochę ostudzić, gdyż wiedziała, że musi z nim porozmawiać na pewien ważny temat.
  -Chodźmy na górę. – zaproponowała i chwytając Harry’ego za rękę, pociągnęła go po schodach do swojego pokoju. Kiedy już się tam zjawili, usiedli na jej łóżku.
  -Miło jest cię widzieć. – zamruczał Styles i kolejny raz ją pocałował. To było niesamowite uczucie. Harry był pierwszym chłopakiem, z którym się umawiała, co bardzo ją cieszyło, gdyż nie musiała cierpieć w innych związkach. Teraz wiedziała, że tak nie będzie. Pasowali do siebie zbyt mocno, jak elementy układanki.
Kiedy już oderwali się od siebie, Ivy spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
  -Tak bardzo mi na tobie zależy, pamiętaj o tym. – szepnęła i uśmiechnęła się delikatnie.
Wyraz twarzy Harry’ego momentalnie się zmienił. Teraz gościło na niej zorientowanie.
  -Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony.
Ivy jeszcze przez chwilę się nie odezwała. Wahała się. Może lepiej nie powinna mu mówić? Przecież mogła wyjechać, on o niczym by się nie dowiedział. Żyłby w błogiej nieświadomości.
Nie!
Przecież już postanowiła, nie może teraz wszystkiego mieszać.
  -Muszę ci coś powiedzieć… coś ważnego. I może wstrząśnie to tobą. Na pewno to tobą wstrząśnie. I z góry przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej, nie mogłam, nie potrafiłam. Ja… – zaczęła się jąkać, a jedna duża łza spłynęła po jej policzku. Harry starł ją kciukiem, a następnie ją przytulił.
  -Shh… spokojnie, kochanie. – szeptał w jej włosy.
Działo się coś złego. Był tego pewien i właśnie przez to jego żołądek ściskał się, a w gardle pojawiła się gigantyczna gula. Tylko na razie nic nie mógł zrobić, nie wiedział o co chodzi.
  -Błagam, powiedz. Jakoś sobie z tym poradzimy, obiecuję. To na pewno nic strasznego, pewnie jakaś błahostka, którą niepotrzebnie się przejmujesz. – starał się ją uspokoić, chociaż sam nie do końca wierzył w słowa, które wypowiadał. Gdyby to była błahostka, to Ivy nie zachowywałaby się tak i nie czekałaby tak długo z opowiedzeniem mu, o co chodzi.
Dziewczyna odsunęła się od niego tak, aby mogła spojrzeć mu w oczy.
  -Ja…
Nie dokończyła, bo drzwi do jej pokoju raptownie się otwarły, a w nich pojawił się John.
  -Ehm, Ivy? Mogłabyś pomóc mi z ustawieniem piekarnika? – zapytał.
Nie był świadomy w jak bardzo nietaktownym momencie im przerwał.